Pod namiotem Zbigniew Kurtycz

Lyrics

  • Song lyrics Redakcja
Ja cię podziwiam, przyjacielu mój kochany
Ja nie poznaję cię, choć tyle lat cię znam
Nadzieje nowe przyszły do nas, a ty chodzisz zadumany
Nic nie mówisz i przeważnie jesteś sam

Przyjacielu, nie myśl o tem
Lepiej siądźmy, pogadamy pod namiotem
Pomówimy o Warszawie
I o małym pokoiku na Żurawiej
Przypomnimy sobie może
Te spacery wiosną, gdzieś pod Żoliborzem
I na Wilczej, i na Kruczej
Tylko myślą sięgnąć chciej
Pomyśl tylko, a na sercu będzie lżej!

Pomyśl tylko, że wypadki tak popłyną
Że wreszcie dnia któregoś wojny przyjdzie kres
Że wrócimy do Warszawy i spotkamy się z dziewczyną
Która teraz tak daleko od nas jest

Opowiemy wtedy o tem
Jak to myśmy gawędzili pod namiotem
O znajomych, o Warszawie
I o małym pokoiku na Żurawiej
Przypomnimy te godziny
Gdyśmy nocą mknęli myślą do dziewczyny
Co to? Łza w twym oku błyszczy?
Przyjacielu, wstydź się, wstydź -
Przecież tak, a nie inaczej musi być!




Rate this interpretation
contributions:
Redakcja
Redakcja
anonim