Obłęd KtośZwanyMną

Lyrics

  • Song lyrics Redakcja
Palą się styki, brak wyobraźni, ludzie w obłędzie,
wszędzie kurewstwo, gdzie to braterstwo, jebać frajerstwo,
jebać pozerów, ile arkuszy jeszcze wypisze,
ile wytrzymam słuchać tej ciszy, obojętności na ludzkie zło,
ilu zawistnych stąpa po świecie, ilu pedałów w czarnym żakiecie,
ilu jest głodnych, ilu samotnych, kto jest bezbronny, kto atakuje,
ile razy w żyłach krew się gotuje, ile tych pytań, gdzie odpowiedzi,
gdzie są sąsiedzi, kiedy on tłucze swoją kobietę, bije swe dzieci,
przyjdzie ten czas, kiedyś się dowiem, coś mnie oświeci,
bywa, że myślę o pętli na szyje, póki co żyje, nie pytam czyje,
biorę co moje, mam paranoje, często się boję, przed Bogiem stoję,
pytam dlaczego ludzie to kurwy, czemu ten świat jest tak brudny,
los nie jest trudny, raczej jest żmudny, czemu tak brudny, czemu okrutny?

Wyrzucam z siebie to co mnie boli,
topie swe smutki w whisky i coli,
po co to robi, myślę o grobie,
kto znów zapali, kto zapamięta,
czy się uśmiechną Ci co sapali,
czy się odwrócą Ci co mnie znali?

Wszędzie te kłamstwa, nie chce pomocy, nie znoszę chamstwa,
nie chce przemocy, pisze te teksty przeważnie w nocy, otwieram oczy,
znów sen proroczy, pytam dlaczego mówisz coś o mnie,
o moich bliskich, o mej rodzinie, Ty skurwysynie,
nadejdzie ten czas, wejdziesz na minę, wtedy przewinę,
pytanie dlaczego jestem okrutny, nie dla mnie niebo,
agresja w mojej duszy, nie wiem od czego,
jedno co wiem, to po co żyje, po co zasady,
wiem co to jedność, ręczę za siebie, nie lubię zdrady,
po co oczerniać, przyjdź pogadamy, nie znasz mnie,
a powinieneś rozmawiając o mnie,
licz się z najgorszym, gdy kłamstwa mówisz na mój temat przytomnie,
nie nosze się wysoko, żyje raczej skromnie, po swojemu swobodnie,
robię Rap który jest moją małą ze światem bitwą, moją małą ze światem bitwą...

Wyrzucam z siebie to co mnie boli,
topie swe smutki w whisky i coli,
po co to robi, myślę o grobie,
kto znów zapali, kto zapamięta,
czy się uśmiechną Ci co sapali,
czy się odwrócą Ci co mnie znali?

Teraz z ambitną mową, wagą wypowiadanego słowa,
głowa pracuje, wiarę w siebie co dzień buduje,
potrzebuje tylko jednego muzyka, to jest moje niebo,
pytasz dlaczego to robię, mętlik w mej głowie,
nikt się nie dowie, wiesz o mnie tyle ile nawinę,
ile tych pytań, gdzie odpowiedzi, nie wiem gdzie ich szukać,
mówię to szczerze jak na spowiedzi,
obłęd obłęd kurwa w mojej głowie wciąż siedzi...

Wyrzucam z siebie to co mnie boli,
topie swe smutki w whisky i coli,
po co to robi, myślę o grobie,
kto znów zapali, kto zapamięta,
czy się uśmiechną Ci co sapali,
czy się odwrócą Ci co mnie znali?

Kiedy się to skończy, kiedy zapomnę, kiedy ten progres wypracuje,
na razie czuje zero postępu, stoję w tym miejscu, wrzeszczę do majka,
pytam dlaczego, pytam dlaczego




Rate this interpretation
contributions:
Redakcja
Redakcja
anonim