Cyrk podziemny Ada Gostkowska

Lyrics

  • Song lyrics Pan Wywrotek
Śnił mi się cyrk podziemny w piwnicy miejskiego teatru
miasta nie pomne ni nazwy sceny
orkiestra grała do taktu
publiczność stała półkolem przy arenie
nie było końca rozgłośnym śmiechom
dawano słynne przedstawienie
dawano słynne przedstawienie
Z hotelu Houston wyskakuje Lechoń

Miałam na sobie białe spodnie i zmiętą bluzkę w czarne pasy
ja stałam tyłem gdy Tyś swobodnie brał ją w swej miłości jasyr
a potem szliśmy, dniało i grzmiało
ludzie od siebie uciekali
ktoś gonił porzucone ciało z którego bliźni go obrali
ktoś ścigał swoją czarną duszę, co białą wiała limuzyną
ktoś inny wołał ognia p[roszę, bo właśnie oblał się benzyną

Miałam na sobie białe spodnie i zmiętą bluzkę w czarne pasy
ja stałam tyłem gdy Tyś swobodnie brał ją w swej miłości jasyr
A kiedy się rozpierzchły tłumy, sami zostaliśmy na placu
ty jak z granitu, ja jak z gumy
jak para ślepców i pajaców
lecz mimo jawnych rozbieżności zaczęliśmy budować scenę
na szczątkach zwiędłych już miłości
na szczątkach zwiędłych już miłości
nie bacząc na rosnącą cenę
biletów naszej samotności połączył nas skrzypiący chór
twych kroków na schodach i gości przelotnych sznur

Miałam na sobie białe spodnie i zmiętą bluzkę w czarne pasy
ja stałam tyłem gdy Tyś swobodnie brał ją w swej miłości jasyr



Rate this interpretation
anonim