Pechowiec Paweł Gołecki

Lyrics

  • Song lyrics Redakcja
    2 favorites
Żadna ze mnie jest pociecha,
zawsze w życiu miałem pecha.
Choćbym nawet gdzieś się schował,
pech mnie zawsze prześladował.

Raz w kołysce przed stolikiem,
pociągnąłem obrusikiem.
Flakon po stole się stoczył,
mnie na czole guz wyskoczył. (x2)

Znowu podczas przerwy w szkole,
zaglądnąłem do dziennika.
I czerwonym długopisem,
dałem sobie 5 z fizyka.

Tak się na mnie pani sroży,
chyba linią mi przyłoży.
Nagle pani od fizyka,
pękła szelka od stanika. (x2)

Zaczęła się zaraz wrzawa,
chłopcy bić poczęli brawa.
No a pani spod sukienki,
wypłynęły puste dźwięki.

Wszyscy mówią - kawał drania,
jest z nim nie do wytrzymania.
Co mam począć, jak się czuję,
wciąż mnie pech ten prześladuje. (x2)

Byłem z panną na zabawie,
miałem ją całować prawie.
Lecz facet co tańczył walca,
mocno stanął mi na palca.

I tak do mnie słowo w słowo,
ja go zaraz przepisowo.
Raz w żołądek, nóżki w czoło,
wrzask się zrobił naokoło.




Rate this interpretation
Rating of readers: Great 1 vote
contributions:
Redakcja
Redakcja
anonim