Ballada o zimowej dziewczynie Jerzy Połomski

Lyrics

  • Song lyrics Redakcja
Nie warto nawet wypić nic już
Bramę otwiera senny cieć
Ją tylko jedną miałem w życiu
A innej nie chcę wcale mieć

Zimowa była to dziewczyna
Zimnym ją zobaczyłem rankiem
To się normalnie tak zaczyna
Lecz koniec był odmienny całkiem

Zimowa była to dziewczyna
I oszronione miała skronie
Ach, jakaż ona była zimna
Kiedy jej dłoń ująłem w dłonie

Potem ją grzałem dniem i nocą
Paliłem papier, drewno, koks
Choć nie wiedziałem jeszcze po co
Grzałbym i grzałbym cały rok

W końcu nie stało mi paliwa
Zresztą już wiosna grzała plecy
A ona dziwnie frasobliwa
Stała się jakaś nie do rzeczy

Sama chodziła już do kina
Wracała blada i niemiła
Zimowa była to dziewczyna
Może jej wiosna nie służyła?

La la la la la

Do jadła, picia oraz do snu
Straciłem wtedy wszelką chęć
Nim zrozumiałem, że po prostu
Rozpuszcza się, rozpuszcza się

A ona tak się rozpuszczała
Pod wpływem wiosny oraz moim
Że stała się - o, taka mała
Po czym wyciekła mi z pokoju

Ja jednak czekam jej i ufam
Że gdy mróz chwyci białą ręką
To z mrozu wejdzie ta dziewucha
Zarumieniona i dość piękna

A ja napalę na kominie
Ogrzeję jej urody kiść
Aż się rozpuści i odpłynie
Aby za rok być może przyjść




Rate this interpretation
contributions:
Redakcja
Redakcja
anonim